sobota, 19 października 2013

Rozdział 61

" Zaufać lekarzom ? A jeśli i oni nie są w stanie jej pomóc ? "



Oczami Jess


Staliśmy wszyscy, obserwując wyścig. Niespodziewanie jeden z motorów zderzył się z ziemią. Wszyscy zaczęli biec w tamtym kierunku. Przez zamieszanie sama nie wiedziałam co robić. Ruszyłam się dopiero wtedy kiedy Chris krzyknął że to motor Matt'a. Jego głos pomógł mi się otrząsnąć. Ruszyłam za tłumem. W kilka chwil znalazłam się na miejscu. Przy poszkodowanych zobaczyłam Nathan'a i dwóch innych chłopaków. Mój brat klęczał przy Arianie.
- Może ktoś zadzwonić po pogotowie ? - zawołał jeden z pomagających.
Zaczęłam szukać telefonu w kieszeni. Wyciągnęłam go czym prędzej i wybrałam odpowiedni numer.
Gdy nawiązało połączenie, powiedziałam wszystko co powinnam. Kazano nam czekać.
- Będą najszybciej jak się da - powiedziałam i podeszłam do Nathan'a.
Przytuliłam go chociaż, wiedziałam że to nic nie da.
Większość ludzi zaczęła się rozchodzić. Każdy się wystraszył. Pewnie dlatego że i policja miała zawitać w tym miejscu. W sumie zostało nas kilku.
Po jakimś czasie podjechało pogotowie i sanitariusze podeszli do nas. Odciągnęłam mojego brata, ponieważ nie chciał puścić dziewczyny.
- Co tu się stało ? - spytał jeden z lekarzy.
- Motor.... to stało się szybko.... jechali i nagle wylądowali na ziemi.... - ktoś zaczął tłumaczyć.
- Zabieramy ich do szpitala. - poinformowano nas, gdy przeniesiono poszkodowanych na noszach do pojazdu.
- Jedziemy.- oznajmił drugi mężczyzna zamykając drzwi.
- Ja też jadę - Nath wskoczył do środka.
Pojazd odjechał, a myśmy zostali. Na miejsce przybyła policja i zaczęła wszystkich przepytywać o zaszłej sytuacji.
- Chris muszę dostać się do szpitala - oznajmiłam.
- Okej, stój tu a ja coś wykombinuję - odbiegł ode mnie.
Po raz kolejny chwyciłam mój telefon, ale tym razem zadzwoniłam do mamy. Nie miałam czasu na to aż mój chłopak cokolwiek wykombinuje, a mama i tak by się o tym dowiedziała.
- Mamo ! - gdy odebrałam od razu zawołałam.
- Jessica co się stało ? Czemu dzwonisz ? - powiedziała zaspanym głosem.
- Mamo, był wypadek... - załkałam, cała sytuacja mnie przerosła, nie potrafiłam mówić spokojnie. - musimy jechać do szpitala. Proszę  przyjedź po mnie. - rozpłakałam się na dobre.
- Ale jaki wypadek ? Kochanie co się dzieje ?
- Ariana ....jechała motorem..... na imprezie. Pogotowie ją zabrało, a Nathan jechał z nimi...  - nie wiedziałam jak to powiedzieć, wszystko  mi się plątało.
- Jakiej imprezie ? jakim motorem ? - dalej nie rozumiała.
- Przyjedź po mnie, jestem na Riveras Street. Dom przy nie czynnej autostradzie, na pewno trafisz. Tylko błagam pośpiesz się ! - rozłączyłam się i pobiegłam jak najbliżej ulicy, by mama mogła mnie zgarnąć.
- Przepraszam bardzo, ale wszyscy musicie zostać, musimy was przesłuchać - zatrzymał mnie jeden z policjantów.
- Ale ja muszę jechać do szpitala. Nie mogę czekać. - Wyminęłam go, ale ten mnie złapał za rękę.
W tym samym momencie obok mnie znalazł się Chris.
- Nie widzi pan, że ona musi tam pojechać ? Ja się nią zajmę - pociągnął mnie do siebie i objął. - Ona musi pojechać tam. - zaczął mnie prowadzić.
- W takim razie proszę się zgłosić na komisariat - zawołał za nami bezradny.
Nawet nie wiem jak mu dziękować, dzięki nie mu mogę spokojnie pojechać. Dobrze mieć takiego chłopaka.
- Jessica - zaczął -  Jamie może po nas przyjechać i pojedziemy do szpitala.
- Moja mama zaraz tu będzie. - wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.- To wszystko stało się przeze mnie, gdybym nie była taką egoistką, Nathan nie musiał by tu przychodzić. Nie byłabym dla niego ciężarem i Arianie nic by się nie stało.
- Nie mów tak, Jess.... to nie twoja wina....to wina...
- Czyja ?
- Na pewno nie twoja... policjanci twierdzą że to coś z motorem...
- Dziękuję że się starasz... ale ja i tak wiem swoje - załkałam - Chodźmy bliżej, żeby mama mnie zobaczyła.
Chłopak zaczął prowadzić mnie na chodnik, ponieważ nogi uginały się pode mną i pewnie sama nie doszłabym. Cały czas płakałam, a on nic nie mówił, pozwolił mi schować twarz w jego torsie. Własnie tego było mi trzeba...
Usłyszałam podjeżdżające auto, a po chwili zamykające się drzwi pojazdu.
- Jess - podbiegła moja mama.
Podniosłam głowę do góry i obróciłam się przodem do niej.
Po chwili wpadłam w jej ramiona i poprosiłam byśmy jechali. Wsiadłyśmy do auta i ruszyliśmy.
- Możesz mi powiedzieć co do cholery się stało i co tu robisz?
- Był dzisiaj koncert. Poszłam na niego z Amy..
 - Nathan o tym wiedział ? - przerwała mi.
- Tak poszedł z Ariana tylko dlatego żeby mnie pilnować... Później poszliśmy na imprezę do Josh'a a wszystko się jakoś potoczyło... były wyścigi i Ariana jechała z Matt'em i mieli wypadek.... O mój boże to sprawka Amy - wszystko zaczęło układać się w jedną całość. - Mamo to na pewno prze nią. Rozmawiała z JayJay'em a później była w garażu. To ona coś musiała zrobić. Była wściekła jak Nathan ją potraktował. To Amy namieszała, musiała coś zrobić z motorem. Chris mówił że policjanci podejrzewają niesprawność motoru.
- To poważne oskarżenia.
- Ale tylko ona mogła tego chcieć. Ona nienawidzi Ariany.
- Niech tym zajmie się policja - powiedziała mama parkując przed szpitalem.

Oczami Nathan'a


To gdy ją mi zabierali, gdy nieśli ją na noszach.... wszystko sprawiało mi ból... Nawet ciepło mojej siostry  nie mogło mi pomóc. Chciałem przy niej być... MUSIAŁEM przy niej być !
Chociaż przeszkadzałem sanitariuszom, nie mogłem jej zostawić, a ona nie mogła odejść.... Cały czas zaciskałem usta, by nie krzyczeć... wszystko rozrywało mnie od środka... ból był coraz silniejszy wraz z świadomością, która była nieunikniona...

W szpitalu zabrali mi ją. Kazali czekać na korytarzu. Nie mogłem tego wytrzymać... nie było jej przymnie, a mnie przy niej.... i świadomość że już  zawsze może tak zostać. Nie, nie nie ... NIE ! Ona wyjdzie z tego.
Podszedłem do ściany i kila razy uderzyłem w nią, pewnie powinienem czuć jak mi pulsuje ręka, ale nic takiego się nie stało, byłem uodporniony na ból fizyczny, ponieważ psychicznie wariowałem.
- Proszę się uspokoić - pielęgniarka stanęła za mną.
Odwróciłem się do niej  i zasyczałem
- A czy pani byłaby spokojna gdyby osoba najważniejsza w pani życiu znalazła się tu  w takim stanie ?  Przez panią, przez pani głupotę  ? - wybuchnąłem płaczem i usiałem pod ścianą.
- Proszę zaufać lekarzom. - poklepała mnie po ramieniu i odeszła.
Zaufać lekarzom ? A jeśli i oni nie są w stanie jej pomóc ? To mnie przerasta, nie radzę sobie, z samym sobą  i moimi myślami!
- Nathan ! - usłyszałem wołanie, a po chwili ujrzałem Jess.
Była z nią mama. Po raz pierwszy poczułem ze naprawdę jej potrzebuję. Wstałem i podbiegłem do niej. Przytuliłem się do niej i poczułem się jakbym znów miał pięć lat.
- Mamo, zrób coś - poprosiłem.
- Wszystko będzie dobrze.
Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby. W sumie nie wiem ile tak staliśmy, ale na pewno nie kilka sekund, a kilkanaście minut. Nie chciałem tego przerywać, chciałem żeby tak było cały czas.... beztrosko.... Załkałem kiedy zdałem sobie sprawę że to i tak nie pomoże Arianie.
- Nathan, skarbie uspokój się. - pogłaskała mnie po głowie.
-Ale mamo, Ariana.... ja ją kocham....
- Wiem. Zobaczysz na pewno wszystko będzie dobrze - ponownie przejechała ręką po mojej głowie  - będzie dobrze - powtórzyła.
Usiadłem z nią na ławce, nie otwierając oczu. Cały czas wmawiałem sobie, że to tylko koszmar, że się zaraz obudzę, że będzie dobrze. Niestety rzeczywistość mnie przytłaczała.
- Wieziemy ją na blok operacyjny - usłyszałem otwierające się drzwi.
Od razu wstałem i spojrzałem w tamtym kierunku. Dziewczyna. Ariana ! Moja Ariana! Wstałem i podbiegłem do niej.
- Co z nią ? - spytałem ale nie usłyszałem żadnej odpowiedzi.
Chciałem jej dotknąć, ale mi ją zabrali. Zostałem z tyłu z lekarzem.
- CO Z NIĄ ? - Naskoczyłem na niego, zastawiając mu drogę.
- Jej stan jest krytyczny. Ma uszkodzone narządy wewnętrzne i kilka poważnych złamań... Przykro mi... - wyminął mnie
-Ale przeżyje ? - nie dawałem spokoju.
- Na razie trzymamy ją przy życiu, ale potrzeba szybko kilku operacji.Więc proszę mnie nie zatrzymywać.
- Ona musi przeżyć, rozumie pan ? Ona jest moim życiem - krzyknąłem za nimi.- Ona jest moim życiem... - powtórzyłem szeptem.
Nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Kocham ją. Kocham jej osobowość, jej piękne oczy i cudowny uśmiech. Kocham jej podejście do życia, to jak pomagała innym, pocieszała wszystkich. Kocham to jak całuje, przytula. Kocham jej nieśmiałość... i kocham świadomość że ona mnie kocha....Ale nienawidzę siebie za to że przeze mnie się tu znalazła.
- Nathan - podeszła Jess.- Nie stój tak. Chodź do nas.
- Oni robią wszystko co w ich mocy - zatrzymała się obok nas pielęgniarka.

Oczami Karen


Mój synek, mój biedny synek...  On cierpi, a przy tym i my wszyscy. Ona była dla niego ważna... co ja mówię ona JEST ważna. A na dodatek Nathan obarcza się cała winną, choć tak na prawdę to nie przez niego wsiadła na ten motor. To był jej wybór...
- Co oni robią tak długo ? Powinni już skończyć.... jest już po dziewiątej - odezwała się śpiąca Jess.
- Wiem kochanie... ale nie ma co się dziwić, była w krytycznym stanie.
- Ale przez tyle godzin na sali operacyjnej ? Tylko lekarze się non stop zmieniają.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć córeczko... ale wiem jedno, powinnaś jechać do domu. Wyglądasz okropnie... powinnaś się zdrzemnąć, potem musimy jechać na komisariat. A wolałabym żebyś nie śmierdziała alkoholem.
- Nie mamo, zostanę z wami. Nie chcę żeby Nathan został tu sam.... i przepraszam... nie powinnam była cię okłamywać... pić i ogólnie tam pójść... przepraszam.
- Porozmawiamy o tym później, nie mam siły teraz... Pójdę zobaczyć co u Nathana, poszedł jakieś dwadzieścia minut temu do tego wc.
- Okej, a ja zdzwonię do innych dowiedzieć się co jest... no wiesz o tym wypadku... co policja znalazła...
- Dobrze. W takim razie zaraz wrócę - wstałam i poszłam za strzałkami nakierowującymi na toalety.
Za dwoma zakrętami udało mi się znaleźć poszukiwane miejsce. Weszłam powoli do pomieszczenia i zaczęłam się rozglądać
- Nathan skarbie, jesteś tu ? - spytałam.
Nikt mi nie odpowiedział więc weszłam głębiej. Zaczęłam pukać do każdej kabiny, aż w końcu natrafiłam na tą z moim synkiem.

Oczami Jess


- Cześć - odezwałam się gdy usłyszałam że mój chłopak odebrał.
- O Jessica, własnie miałem dzwonić. - ucieszył się.
- Serio ?
- Tak. Na którym piętrze jesteście ? Zgubiłem się w tym szpitalu.
- Jesteś w szpitalu ?
- Tak.






I znów muszę przepraszać za to że rozdział pojawił się po długiej przerwie.... wiem jestem okropna :C
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu. Powinnam się zacząć uczyć i pomyśleć do jakiej szkoły chcę pójść :O
Do tego mam problemy ze zdrowiem...
Muszę przyznać że opowiadanie zeszło na dalszy plan....
Zresztą wydaje mi się że już nie pisze tak jak kiedyś... wszystko nie układa się w jedną całość... wiem że was zawiodłam :/      
Mogę wam za to obiecać że przyłożę się do reszty rozdziałów i gdy tylko będę miała więcej czasu napisze kolejne :)
Przykro mi tez że mam tylko tyle komentarzy :< Patrząc na ilośc obserwujących ten blog a ilość osób które komentują.... robi mi się smutno :CC
No ale nie będę nikogo zmuszała do komentowania, od was zalezy czy chcecie :*
Do następnegoo <33




sobota, 7 września 2013

Rozdział 60

" Ale ja przecież nie zamierzam odejść " 


Oczami Nathana


- Ari możemy jeszcze z stąd zejść, daj mi rękę i wrócimy - poprosiłem po raz kolejny wyciągając przed siebie rękę.
I tak już byliśmy niezłym widowiskiem. Wszyscy się na nas gapili.
Dziewczyna po chwili zdecydowała się i chwyciła moją dłoń. Już chciałem się obrócić kiedy poczułem jak lecę. Ariana okazała się sprytniejsza niż myślałem. Podczas naszej rozmowy ciągle się zbliżała do końca dachu, tak że teraz wystarczył jeden krok by upaść z niego. Gdy mnie pociągła za sobą, nie miałem szans by nie zlecieć z nią, a tym bardziej powstrzymać przed tym. Nim zdążyłem porządnie poczuć że lecę, moje ciało zetknęło się z lodowatą wodą.
- Ariana ? - spytałem gdy wypłynąłem na powierzchnię a jej nie było - Ari !? - krzyknąłem gdy dalej nie wypływała.
Zacząłem się rozglądać w koło i nic. Serce mi stanęło gdy nikt się nie wynurzył. Zanurkowałem by ja odnaleźć. Woda była tak mętna, że nawet z otwartymi oczami nic nie było widać, więc zdałem się na dotyk i machałem rękami szukając jej ciała. Gdy zabrakło mi powietrza, byłem zmuszony wynurzyć się i nabrać świeżego.
- Hahahahahaha - usłyszałem będąc na powierzchni - Serio myślałeś że coś mi się stało ? Ten twój przerażony głos gdy wymawiałeś moje imię  hahaha - Ariana świetnie bawiła się patrząc na mnie.
- Możesz przestać ? Nie wiedziałem co robić, a ty sobie tylko żartowałaś ? - wkurzyłem się.
- Jak widać nieźle sobie radzę w wodzie. - Opłynęła mnie w koło, po czym wróciła na swoje miejsce.
- Dobra, więc wychodzę - podpłynąłem do brzegu.
To nie miało sensu, ona cały czas się śmiała, podczas gdy mi na niej zależało. Tak strasznie się bałem o nią. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym ją stracił, a co dopiero nie spróbował jej ratować. On jest tu przeze mnie, bo jestem pieprzonym tchórzem.
- Pomocy ! - usłyszałem za sobą.
Natychmiastowo się obróciłem i zobaczyłem że się topi. Tym razem nie na żarty.
Wskoczyłem z powrotem do wody i podpłynąłem do niej . Złapałem ją w ramiona i nie puszczałem.
- Dzięki - wysyczała.
- Więc mówisz że nieźle sobie radzisz ? - zakpiłem.
- Nie wiem jak to się stało - oplotła moją szyję swoimi ramionami.
- Wyjdźmy już stąd, bo to się źle skończy. Zresztą chce z tobą porozmawiać. Poważnie. Musze ci coś w końcu powiedzieć - zdecydowałem się wreszcie.
- Poważną ? Nie nie dzisiaj. Wręcz nie ma mowy. Już jedno mną wstrząsnęło.
- To znaczy co ? - nie zbyt wiedziałem o cym mówi.
- Austin wyznał mi miłość- zaśmiała się - Nie słyszałam jeszcze czegoś tak głupiego.
- Czemu ? - nie zrozumiałem jej toku myślenia.
- Bo postanowiłam że to ja będę decydować z kim chce być, a na pewno nie z nim. On jest moim przyjacielem. Zresztą nie mówmy o tym - puściła mnie i popłynęła do brzegu - Bawimy się ! - krzyknęła i chwyciła swoje suche ubrania do ręki.
Tak dało mi to do myślenia. Może i mnie ma tylko za przyjaciele ? Lepie będzie gdy nie będę się wygłupiał.
Wyszedłem z jeziorka i zacząłem wykręcać koszulkę. Zauważyłem że dziewczyna zapomniała torebki.
Chwyciłem ją a jej zawartość wypadła na ziemię. Zacząłem wszystko zbierać. Został tylko telefon, ale ten mnie zaciekawił, bo wyświetlacz się włączył. Chwyciłem go i spojrzałem na ekran. Dziewczyna pisała wiadomość do Max'a, tylko nie kliknęła by wysłać. Ciekawość podkusiła mnie by przeczytać treść.

" Max masz rację, postanowiłam pójść na całość. Koniec użalania się nad sobą, ta noc będzie zupełnie inna. Zapomną o wyznaniu Austina i o uczuciach do Nathan'a. Pokażę mu że potrafię być szczęśliwa i bez niego. Zresztą on i tak ma Amy. Jak rano przyjedziesz mam zamiar być na kacu, ale twoje towarzystwo go wyleczy. Bo jesteś ważny. "

Max ? Ma być tu jutro ? O co chodzi ? I jakich uczuciach do Nathan'a.... do mnie ?
Wybrałem numer do Max'a i nim się zorientowałem już nas połączyło.
- Co się stało ? - spytał zaspanym głosem.
- Max to ja Nathan. Muszę coś wiedzieć.... O czym rozmawiałeś dziś z Arianą ?
- Nie rozumiem. - Ziewnął.
- Miała ci wysłać wiadomość ale nie kliknęła, by ją wysłać... a ja to przeczytałem. Pisała o jakiś uczuciach do mnie... czy to no wiesz..... czy ona mnie... czy..
- Tak idioto ona cię kocha. Lepiej nie zmarnuj tego.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale" młody, wiesz co robić- Rozłączył się.
Ona mnie kocha, naprawdę mnie kocha. I ja ją kocham ! Już nie mogę dłużej czekać. Muszę coś z tym zrobić.
Wziąłem torebkę i zacząłem iść. Wszędzie się za nią rozglądałem. Niestety zamiast Ariany zauważyłem Jessicę z jakimś chłopakiem który ją obmacywał. Musiałem zainterweniować.
- Co się tu dzieje ?  - spytałem, wkraczając miedzy nich. - Możesz odsunąć się od mojej siostry.
- Nathan to mój chłopak.
- Chłopak  ? Jessica ty piłaś ! - wkurzyłem się.
- Tylko troszeczkę. Daj nam spokój i spadaj ! - pchnęła mnie.
- Słucham ? Jedyna osobą która ma spadać to jest ten twój dzieciaczek. Słyszysz  ? Już cię tu nie ma - przegoniłem gnojka. Złapałem Jess za rękę i mimo jej oporów i krzyków zacząłem prowadzić za sobą. Gdy już zobaczyłem Arianę, oczywiście w towarzystwie Matt'a, na drodze musiała pojawić się Amy. To się nazywa cholerne szczęście.
- Co się dzieje ? - stanęła przede mną.
- Odsuń się  Amy, mam ważną sprawę do załatwienia. - chciałem ją wyminąć.
- Amy pomóż mi, on nie chce mnie puścić.
- Nathan zostaw ją. - Rozkazała mi.
- Do tego wystraszył Chris'a. - naskarżyła.
- Co ? Przecież to takie ciacho. Nathan ogłupiałeś ?
- Jak na razie to jedynie ty ogłupiałaś, rozmawiając ze mną na temat mojej siostry - warknąłem nie spuszczając oczu z Ariany.
- Nathan, zostaw ją ona jest już duża i sobie poradzi. - chciała mnie pocałować, ale odsunąłem się. Tego było już za dużo.
- Masz rację niech idzie i puszcza się z byle kim ! - zostawiłem ją - Jak chce być dziwką to niech jest, niech bierze przykład z ciebie Amy. A teraz przepraszam, nie mam czasu - ruszyłem w drogę. Doszedłem do wyznaczonego punktu, ale jej tam już nie było. Poczułem się jak w jakimś tandetnym wyścigu.

Oczami Jess


Te słowa... to co Nathan powiedział... poczułam się jakby on tak serio o mnie myślał. Ale to że mam chłopaka nie robi ze mnie dziwki... Zabolało mnie to, chociaż dało do zrozumienia, że albo muszę mu pokazać że jestem dorosła, albo przystopować.
- Słyszałaś jak on mnie potraktował ? - wkurzyła się  urażona Amy.
- Może i miał rację... - zakpiłam.
- Słucham ? Jessica i ty przeciwko mnie ? Teraz gdy cie broniłam ?
- Może nie powinnaś, wrócę do domu i będzie po sprawie.
- Ogłupiałaś ? Nie musisz się go słuchać, niech mówi co chce. Pokaż mu że potrafisz o siebie zadbać. Idź do Chrisa i w końcu daj mu o na co zasłużył. On jest w tobie ślepo zakochany, wykorzystaj to.
- Amy... ale ja...
- No tak, jednak jesteś za słaba na to środowisko. - odwróciła się.
- Nie, ja... masz rację, obiecałam Chrisowi że dzisiaj będę cała jego.
- I to ja rozumiem. - przytuliła mnie.

Oczami Amy


Mam nadzieję że Jess sobie poradzi, zresztą nie jest już dzieckiem. Ja w jej wieku już dawno nie bałam się chłopaków i nie wstydziłam się swojego ciała. Nawet Nathan się o tym przekonał.
Za to jej durny braciszek dzisiaj mnie wkurzył. Muszę iść o niego zawalczyć. On zgłupiał dla tej Ariany, ale mnie się tak łatwo nie pozbędzie. Zresztą mogę tym razem nie nim tylko nią manipulować, tak że Nathan sam sobie ją odpuści. Zobaczy że jestem lepsza. A później i ja będę sławna. Zapowiada się całkiem przyzwoite życie, z bogatym panem Sykes'em i dobrze nastawioną jego siostrzyczką. Jessica jest taka głupiutka, zrobi wszystko co tylko będę chciała.
- Nathan czekaj ! - krzyknęłam i pobiegłam za nim.
Gdy go dogoniłam, poprosiłam by staną, ale ten się nie zatrzymał.
- Nathan słuchaj ! Szukasz jej prawda ? Ona szła z Matte'm do domku. Wyglądała na zadowoloną. Nie powinieneś wkraczaj w tą znajomość, oni do siebie pasują, wyglądają razem przesłodko.
- Do domu Josha ? - upewnił się.
- Taaaak, ale Nath... - udałam że próbuję go zatrzymać.
Tak, tak, oni tam nie poszli. Ona poszła obejrzeć motor Matt'a, na którym będzie się ścigał za niedługo.
Czym prędzej wykorzystałam to i podbiegłam do miejsca, w którym stały sprzęty motocyklistów.
- Chciałabyś ze mną pojechać ? - usłyszałam propozycje chłopaka, gdy tylko do nich zdążyłam się zbliżyć.
- Nie odważę się na to, Matt, widziałam jak szybko jechał twój kolega przed chwilą, a co dopiero będzie w wyścigu.
- Ariana chyba nie pękasz, co ? - wtrąciłam się - jesteś za miękka. Matt nie ma partnerki, a na twoje miejsce chciałoby pójść więcej dziewczyn.- Matt tym pytaniem ułatwił mi całą sprawę.
- Łatwo mówić, kiedy to nie ty będziesz jechała tyle kilometrów na godzinę.
- Ja tez pojadę. Jadę z Joshem, mistrzem wyścigów. Ja w porównaniu do ciebie, potrafię pokonać strach. - stanęłam z nią twarzą w twarz.
- Amy co chcesz tym osiągnąć? - spytał Matt. Wiedział że coś kombinuję.
- Nie wtrącaj się. - warknęłam a ten zaczął zajmować się swoją maszyna. - Chcę tylko pokazać ci dlaczego to ja jestem z Nathan'em i dlaczego on mnie wybrał. - uśmiechnęłam się zwycięsko -  Własnie dlatego że potrafię pokazać pazurki. A to mu imponuje.- dodałam ostro.
Wszystkie moje słowa dokładnie przemyślała, po czym się odezwała.
- Więc twierdzisz że nie dam rady ?
- A dasz ? - prowokowałam dalej.
- Dam. - uśmiechnęła się - Matt jadę z tobą.
- W takim razie możesz się już przygotować.
Dziewczyna zaczęła się ubierać, chociaż nie przeszkadzało jej to że cały czas paradowała w bieliźnie.
- JayJay - szepnęłam do chłopaka który pomagał reszcie z motorami - Musisz mi w czymś pomóc. - porwałam go na bok, by nikt nas nie słyszał. - Chodzi o motor z numerem pięć. Matt nie może wygrać, musisz mu coś poodkręcać czy coś.
- Nie zrobię tego.
- JayJay no weź... zrobię co tylko zechcesz. - przejechałam dłonią po jego torsie.
- Amy nie.
 -W takim razie wpuść mnie do garażu, a ja się sama tym zajmę. - zbliżyłam twarz do jego i szepnęłam.
- Amy nie mogę.
- Możesz. Pomyśl tylko jaka miła dla ciebie będę gdy mi pomożesz. Będę twoja. Cała twoja.... tylko ty i ja...
- Nie powinienem... ale niech będzie, za bardzo mi się podobasz.- poddał się.
- W takim razie, ogłoś już że wszyscy muszą wyjść ze środka, bo będziecie je wyprowadzać na tor.
- No dobrze. Masz tu klucze - podał mi je - tylko żeby nikt cie nie widział. Wejście od środka.
- Okej.
Gdy chłopak odszedł puściłam się w bieg i w kilka chwil znalazłam się w domu Josha, gdzie było drugie przejście do garażu. Otworzyłam drzwi kluczykami i znalazłam się w miejscu do którego chciałam się dostać. Podbiegłam do maszyny z numerem pięć i chwytając narzędzia które były na półkach zaczęłam odkręcać jakieś rzeczy. Już miałam wychodzić kiedy główne drzwi się otworzyły. Pierwszy raz się zawahałam. Nie wiedziałam co robić. Szybko schowałam się za czymś, co nie mam pojęcia czym było. Jedno czego byłam pewna, to to że muszę tam przeczekać. Gdy wszystkie motory opuściły pomieszczenie i ja wyszłam, niestety natknęłam się na Jessicę.
- Co ty tu robisz ? - zdziwiła się.
- A ty ? - również zadałam pytanie by odwrócić uwagę od mojej osoby.
- Szukam Chris'a. Mówił że idzie pomóc JayJay'owi
- Dobra chodźmy już stąd. Zaraz wyścigi.

Oczami Nathan'a


Wbiegłem do środka budynku i przeszukałem wszystkie pomieszczenia, a po Arianie ani śladu.
Wyszedłem na zewnątrz i usłyszałem jak ktoś woła przez megafon, kto z kim będzie się ścigał. Gdy usłyszałem imię Ariana serce mi podskoczyło. Ariana będzie się ścigać z Matt'em? Amy ! To na pewno jej sprawa. Zacząłem biec ile sił w nogach w stronę toru, na którym zawsze są wyścigi. Gdy dobiegłem na miejsce, zobaczyłem ,  że motory są jeszcze ostatecznie poprawiane, więc wstęp był tylko dla tych którzy brali udział w wyścigu i ich przyjaciół. W śród ludzi tam stojących zauważyłem Arianę.
- Słuchaj nie musisz tego robić - przedarłem się przez tłum i chwyciłem ją za ręce.
- Bo co  ? Bo jestem za słaba ?
- Nie jesteś słaba, ale za to powinnaś być bardziej rozważna.
- Nathan ja już podjęłam decyzje.
- Dziewczyno opanuj się, nie możesz tego zrobić. Oni nie są do końca trzeźwi, i ty zresztą też. Ariana proszę, posłuchaj mnie... - błagałem.


Oczami Ariany


Spojrzałam na Amy i zobaczyłam w jej oczach zwycięstwo.
Nie Nathan nie przekona mnie, pokażę jej że też jestem czegoś warta. Zrobię wszystko by Nathan zobaczył że nie jestem od niej gorsza.
- Uwaga, proszę zająć miejsca ! - rozległ się głos.
- Ariana chodź już odciągnął mnie Matt.
- Ariana nie nie rób tego. - Nathan próbował mnie powstrzymać.
Wsiadłam na motor ignorując wszystko co mówi Sykes, mimo że się bałam. A bałam się okropnie. Chyba z tego wszystkiego aż wytrzeźwiałam. Zaczęłam myśleć. Już chciałam się wycofać, gdy usłyszałam słowo Start i to jak Nathan krzyczy że mnie kocha. Poczułam wiatr we włosach i w mojej głowie brzmiały tylko słowa wypowiadanie przez Nathan'a. Niby dwa słowa a poczułam się jak w raju. Nie myślałam o niczym innym, tylko to się liczyło. Nagle leciałam....i wielki huk. Zderzyłam się z czymś twardym. Ból przeszył całe ciało. Czułam jak krwawię... wszędzie....Po jakimś czasie zobaczyłam sylwetki ludzi biegnące w naszą stronę. Było słychać ich przerażenie w głosie. Ale tylko z nich wszystkich głos Nathan'a leczył wszystkie moje bóle, tylko jego słowa pozwalały mi trwać w tej sytuacji, chociaż ciemność chciała mnie porwać. Nathan mówił że mnie kocha, prosił bym została, ale ja przecież nie zamierzałam odejść, chciałam mu wyznać miłość. I chociaż wszytko stawało się coraz ciemniejsze i oddalało się ode mnie, ja się uśmiechałam, czułam że mam taki wyraz twarzy, byłam szczęśliwa. To Nathan mnie uszczęśliwił, prawie nie czułam bólu, czułam jak moje serce  płonie, aż wszystko znikło, a ja dalej rozrywałam się ze szczęścia.

Oczami Nathan'a

Motory ruszyły a ja tylko zawołałem że ją kocham, pewnie nawet tego nie słyszała. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Cały zacząłem się trząś, tak strasz nie się bałem. Myślałem tylko o niej. Załamany schowałem głowę w rękach, do czasu aż w moich  uszach rozbrzmiał się głośny pisk. Podniosłem głowę i zobaczyłem jak motor leci na ziemię. Spojrzałem na wielki numer na pojeździe i zobaczyłem 5. To motor Ariany i Matt'a. Zacząłem biec w tamtą stronę z tłumem ludzi. Mimo wszytko i tak znalazłem się pierwszy przy nich. Oboje leżeli nie na ziemi. Ktoś ściągnął z nich motor. Zacząłem płakać, wszytko działo się jak przez mgłę. Zacząłem krzyczeć.
- Ariana nie odchodź, kocham cię  Ariana, nie zmykaj oczu - błagałem.
Ale stało się, zamknęła je. Jedyne co zdążyłem zobaczyć to że uśmiecha się.












Tam da da dammmmmmmm i wieki wypadek.
I jak ?
Chyba pierwszy raz, powiem nie skromnie, że jestem z siebie dumna. Tak długo się męczyłam żeby dojść w końcu do tego wypadku, aż wreszcie mi się udało : D
To już 60 rozdział :O
No ale to tez wasza zasługa bo motywowaliście mnie, gdy chciałam się poddać i zakończyć tego bloga, dzięki wam i waszym miłym słowom kontynuuję go i stwierdziłam ostatnio, że gdy zakończę go, napisze drugą część tego opowiadania, co wy na to ?
Mam już mnóstwo planów. A teraz gdy wyjadę na 10 dni, będę się starać pisać w zeszycie na brudno kolejne rozdziały i mam nadzieję że w górach zaczerpnę weny xdd

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 59

" Nie czuje do niego nic a nic " 


Oczami Ariany


Podeszłam do budynku i pchnęłam drzwi. Te otworzyły się na oścież. Stanęłam w progu i poczułam że w środku panuje gorące, ciężkie i przesiąknięte alkoholem powietrze. Sala natomiast była nie za duża, ale upchana po ściany ludźmi. Zaczęłam się przedzierać przez tłum pijanych osób, którym nie podobało się to że ocieram się o nich. Byłam przerażona. Nigdzie nie widziałam Nathan'a czy którejś z dziewczyn.
- Zgubiłaś się mała ? - zaczepił mnie jakiś chłopak.
Zignorowałam go i poszłam dalej. 
- Czekaj, nie skończyłem z tobą - złapał mnie za rękę.
- Puść mnie - powiedziałam przez zaciśnięte zęby i zaczęłam się wyrywać z jego objęć.
- Mike zostaw ją, ona jest ze mną - podszedł do nas jeden ze znajomych Sykes'a. Był on wysoki i wysportowany. Nawet całkiem przystojny, ale nie dorównywał Nathan'owi
Pociągnął mnie za sobą, aż oddaliliśmy się o tamtego typa.
- Gdzie masz Nathan'a ? - powiedział mi do ucha ponieważ w innym razie nic bym nie słyszała, gdyż rozbrzmiała się muzyka i zaczęto śpiewać kolejna piosenkę. 
- Nie wiem gdzie on jest - odpowiedziałam.
- Co ? Nic nie słyszę ? - pochylił się, tak że byliśmy twarzą w twarz.
- Nie wiem gdzie on jest - powtórzyłam.
- W takim razie ja mogę ci potowarzyszyć tej nocy. - uśmiechnął się zadziornie.
- Wolałabym, żebyś odszukał go, jesteś wyższy ode mnie i pewnie widzisz wszystko.
- Owszem widzę dużo, a nawet twoją zgubę, ale on jest zajęty swoją dziewczyną... a ja jestem wolny.
- Gdzie on jest ? - nie zwróciłam uwagi na jego propozycję.
- Tam ! - Wziął mnie na ręce i mi go wskazał.
Akurat w tym samym momencie się na siebie spojrzeliśmy. Gdy Nath mnie zobaczył zaczął iść w moją stronę. Ale Amy była szybsza i zatrzymała go. 
- W sumie możemy się zabawić, on ma zajęcie - zdecydowałam.
Nigdy bym się na to nie odważyła, nigdy gdy bym nie była tak zazdrosna jak teraz.
- W takim razie może powinniśmy stąd wyjść co ?
- Nie posuwajmy się aż tak daleko - wystraszyłam się, bo wiedziałam o co mu dokładnie chodzi - Ale możesz mi dać swoje piwo, z chęcią się napije - powiedziałam pewnie.
Max ma rację nie powinnam myśleć o Nathan'ie, powinnam spędzić tę noc na zabawach. Może to nie odpowiednie towarzystwo, ale jestem pewna że może wreszcie wyluzuje trochę.
- Masz - dał mi butelkę. - poczekaj chwilkę pójdę po chłopaków i pojedziemy już do domu Josh'a. Zabierzesz się z nami co ?  Będzie tam później niezła impreza.
- Jasne, czemu nie. Będę tu czekać.
Chłopak odszedł a ja wlałam w siebie resztę zawartości butelki.
- Ariana, już myślałem że cię nie znajdę - usłyszałam za sobą głos Sykes'a - Nawet nie wiesz jak mi ulżyło - powiedział to tak jakbym była jakimś skarbem, który mu zginą -  Pijesz ? - spojrzał na butelkę
- Nawet twoja koleżanka poddała się, tylko ty udajesz tu porządnego - dołączyła do nas ta jego głupia dziewczyna.
- Zbieramy się - usłyszałam za sobą głos mojego nowego towarzysza.
- O co tu chodzi ? - nie zrozumiał Nathan.
- Jedziemy do domu Josh'a. Ma być impreza. - powiedziałam zadowolona - Jedziecie czy zostaniecie do końca koncertu ? Ja nie zamierzam tu dużej być, wolę spędzić trochę czasu z nimi - wskazałam na chłopaków, a mój kolega objął mnie ramieniem i triumfalnie się uśmiechną do Nath'a.
- Mała wreszcie mówi normalnie - ucieszyła się Amy. - Dołączymy do  was później prawda kochanie ? Teraz się sami zabawimy.  
- Nie, nie zostawię jej - warknął.
- Ona nie jest już dzieckiem. Do później Matt - Amy pociągnęła Nathana ze sobą.
Nie czekając na to czy się za mną obróci, ruszyłam z nowo poznanymi ludźmi.
- Więc masz na imię Matt - zagadałam gdy opuściliśmy już budynek.
- A ty Ariana - zaśmiał się.
- Z tego co mi wiadomo to tak - również się rozchmurzyłam - Gdzie mieszka ten cały Josh hmm ? - z ciekawości zadała pytanie.
- Josh to ja i mieszkam nie daleko - wtrącił się wysoki, potężny mężczyzna.
- Mam nadzieję że macie więcej alkoholu, bo chce mi się pić. Ma zamiar dzisiaj się nie szczędzić i upić aż urwie mi się film.
- W aucie mamy skrzynkę piwa, a na miejscu mamy wszytko o czym tylko zamarzysz bejbe - zamruczał mi do uch Matt. - Wsiadamy - wrzucił mnie na przyczepę jakiegoś auta, a po chwili razem z niektórymi chłopakami również do mnie dołączył.
Rozłożył się wygodnie i mnie usadowił na swoich kolanach.
- Ile masz lat ? - Spytał niespodziewanie. 
- Jestem pełnoletnia jeśli o to pytasz. - odpowiedziałam.
- Wolałem się upewnić - przyznał.
- Skąd znasz Sykes'a ? - odezwał się inny.
- Musimy o nim rozmawiać ? Lepiej wypijmy coś - wzięłam sobie kolejną butelkę. 
- Mała ma racje, nie marnujmy nocy na jakieś bzdury. Nachlejmy się do nieprzytomność - poparł mnie Matt. 
- Dobrze mówi, polać mu - chłopak uchylił usta a ja zaczęłam wlewać w niego piwo, mocząc napojem nas obojga.
- Resztę picia zachowaj dla siebie, my weźmiemy coś innego - wyciągnął jakąś folie z tabletkami z kieszeni i rzucił ją kolesiowi siedzącemu na przeciwko nas - Jak chcesz mamy coś mocniejszego niż alkohol - zamruczał nade mną - Sama zresztą widzisz, tylko powiedz a dam ci co sobie zamarzysz. Towar pierwsza klasa. 
- Nie skuszę się jak na razie - odmówiłam.
- Jak chcesz.
Resztę podróży minęła wesoło.Cały czas się śmiałam. Zanim jednak dojechaliśmy na miejsce Matt i jego koledzy wpadli jeszcze do kilku miejsc, co trochę potrwało.
- Wysiadka - auto gwałtownie się zatrzymało i wszyscy zaczęli wysiadać.
Matt wyszedł pierwszy i wziął mnie na ręce.
Za nami podjechało kilka innych pojazdów.
- Już po koncercie - oznajmił chłopak, który staną koło nas. - Josh czas na wielkie rozpoczęcie - wydarł się.
Obeszliśmy auto, tak że znaleźliśmy się z jego przodu. Miałam nadzieje że chłopak odstawi mnie na ziemię, ale on tylko oparł mnie o maskę samochodu nie przestając obejmować.
Zaczęli zbierać się ludzie. Wśród tłumów odnalazłam Nathan'a z Amy na plecach.
- Ludzie, czas rozpocząć największe wydarzenie miesiąca. - Słyszałam i jak każdy spojrzałam na dach garażu. Stał na nim Josh i krzyczał przez megafon -  Moje wielkie party i wyścigi. Bawimy się Gloucester ! - zakończył swoje otwarcie skokiem do jeziorka obok. W koło było słychać jak otwierane są szampany i wystrzela kilka fajerwerków.
- Co ty na o, żebym ci przypomniała jakie mam ponętne ciało - usłyszałam koło siebie głos Amy. Ledwo spojrzałam w bok i zobaczyłam jak kręci tyłkiem obok znudzonego i zdenerwowanego Nathan'a, który spojrzał się pogardliwie na mnie i na Jess.
Ne wiedząc co we mnie wstąpiło wpiłam się w usta Matt'a. Kucnęłam na pojeździe tak, że chłopak się wyprostował. Zaczęłam jeździć rękami po jego włosach, a ten przyciągnął mnie bardziej do siebie. Na finale naszego całusa zaśmiałam się i zaczęłam pić szampana, który porwałam przechodzącej obok nas dziewczynie.
Owszem Matt nie całował tak jak Sykes i nie czułam do niego nic a nic, ale czułam satysfakcję. To ja powinnam wybierać osoby z którymi chcę się całować, a nie osoby powinny wybierać mnie. Jetem panią swojego życia.
- Nathan dasz radę skoczyć ze mną z tego dachu tak jak Josh ? - skoczyłam na ziemię i podeszłam do niego.
- Ogłupiałaś ?
- Zróbmy sobie dzisiaj taką noc, gdzie nie przejmujemy się niczym. Ja już zapomniałam o rzeczywistości. - zaśmiałam się - No chodź - pociągnęłam go.
- Nie nigdzie nie idę. - ścisnął mi mocniej rękę
- No to pójdę sama - wyrwałam się z jego uścisku.
- Poczekaj! Nie rób tego!
Zignorowałam go i zaczęłam biec.
- Ariana! Stój - krzyczał za mną.
Podbiegłam do garażu i wspięłam się po drabinie. Chłopak również to zrobił.
- Nie wygłupiaj się, błagam - poprosił.
- Nie wygłupiam się, chce dziś jak nigdy być pewna siebie. Skaczemy ?
- Nie.
- Jak nie jak tak - ściągnęłam z siebie ubrania, tak że zostałam tylko w bieliźnie. Ubrania kopnęłam tak że spadły z dachu.
Spojrzałam w około i zauważyłam że wszystkie oczy skierowane są w naszą stronę.
- Ari, możemy jeszcze  stąd zejść, daj mi rękę i wrócimy.
Podałam mu ją, tylko zanim on mnie za sobą pociągnął ja pociągnęłam nas tak że wpadliśmy jednak do wody.





Tym razem, mam nadzieję że nie zawiodłam was, bo dodałam szybko.
Niestety rozdział jest krótki, ale za to pojawi się szybko następny :D

I takie małe wyjaśnienie. Jak Ronnie ♥ zauważyła główna bohaterka ma na imię Ariana, tak jak Ariana Grande. Więc wyjaśniam dlaczego. Na początku jak zaczynałam pisać Ariana z mojego opowiadania, miała być Arianą Grande, ponieważ jestem jej fanką, ale później bałam się że tego nie zaakceptujecie, wiec zostawiłam tylko jej imię :D
W takim razie do następnego :* 

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 58

" K - O - C - H - A - M - C - I - Ę ! "


Oczami Nathan'a


- Paaa mamo - ucałowałem ją w policzek po czym mając w zwyczaju złapałem Arianę za rękę i pociągnąłem w stronę  do drzwi - Nie martw się o nas, jesteśmy już dorośli - posłałem jej uśmiech po czym opuściliśmy dom.
- Gdzie będzie ten cały koncert ?
- Niedaleko, ale że ty masz takie a nie inne buty pojedziemy autobusem te dwa przystanki.
- Nie musimy jechać ze względu na moje buty, jestem do nich przyzwyczajona i dam radę.
- No dobra, masz mnie nie chce mi się iść- przyznałem - Możemy pojechać ?
- Jak chcesz - zaśmiała się.
- Potrafisz w nich biegać ? - spytałem wskazując na jej nogi.
- Czemu pytasz ?
- Bo autobus nam  ucieka - zawołałem i zacząłem biec z dziewczyną za sobą.
Tak ! Udało się,  zdążyliśmy wbiec do środka pojazdu.
- Już myślałem że odjedzie bez nas - zdyszany powiedziałem i zająłem miejsce - Siadaj - pokazałem na siedzenie obok - Mówiłem ci że ładnie wyglądasz ? - spytałem zachwycony nią.
- Zanim wyszliśmy z domu.... z jakieś dwadzieścia razy - zarumieniła się.
- Mam plany na jutro, pokażę ci piękne miejsca tej o to miejscowości.
- Zapowiada się ciekawie, a co dokładnie chcesz pokazać ?
- Zobaczysz - uśmiechnąłem się do siebie wiedząc że jej ciekawość będzie ogromna, a ja nie pisnę ani słówka.
- A możesz coś zdradzić ?
- Mogę tylko powiedzieć że na pewno ci się spodoba. - ani trochę nie wygadałem tajemnicy.
- No to dużo się dowiedziałam - zaśmiała się melodyjnie.
- Mogło być gorzej, chodź wysiadamy - wstałem i podszedłem do drzwi.
Gdy te się uchyliły wyszedłem jako pierwszy  i łapiąc dziewczynę za rękę puściłem się w dalszą drogę.
- Za tym budynkiem mieliśmy się spotkać z Jess i Amy - wskazałem - Dziękuję że znosisz jej towarzystwo - zatrzymałem się i stanąłem z nią twarzą w twarz.
- Nathan... - zaczęła
- Słuchaj, wiem jaka ona potrafi być.- przerwałem jej - Nie spodziewałem się że zaprzyjaźni się z moją siostrą, muszę coś zrobić, bo to się źle skończy. Więc jeszcze raz przepraszam za to że musimy iść z nimi.
- Ale ja nie powiedziałam że nie chcę iść - próbowała mnie pocieszyć.
- Ale wolałabyś gdybyśmy poszli sami, bez nich.
- To nie ma znaczenia czy z nimi czy bez nich, zresztą lubię Jess i Amy tez nie wydaje się być najgorsza, będzie dobrze zobaczysz. - uśmiechnęła się.
Spojrzałem jej w oczy i ... i odważyłem się spróbować jej pięknych ust... niestety ten smakowity całus nie miał prawa zaistnieć ponieważ mój telefon zaczął dzwonić.
- Cholera - przekląłem i odebrałem .
- Nathan.... jest sprawa.
- Jaka Jay ? - rzuciłem od niechcenia.
- Nasz manager jest strasznie wściekły że nie było cię na spotkaniu i kazał ci przekazać, że nie mamy wolnego.
Gdy powiedział co miał do powiedzenia warknąłem wkurzony.
- Poczekaj chwilkę - rozkazałem. - Ariana poczekasz chwilkę ? - spytałem i odszedłem na bok.- Jay ja na pewno teraz nie wrócę, to moja ostatnia szansa... no wiesz z Arianą.- Ściszyłem głos.
- Okej Nath, spróbuję coś wymyślić, ale nie przeciągaj tego w nieskończoność.
- Wrócę, gdy ona zgodzi się tu zostać.
- A czy po między wami już coś ten tego ? - spytał tym jego głupkowatym głosikiem.
- Jakie ten tego?  Ja mam dziewczynę na głowie jak na razie - bardziej ściszyłem głos.
- No tak, jeszcze z nią jesteś ? Myślałem że podoba ci się Ariana i pojechałeś tam z nią po to by jej to powiedzieć.
- Bo tak jest.
- To czemu nic z tym nie zrobisz ? - spytał zirytowany moją postawą.
- Bo jeśli ona nie.... no wiesz...
- Nie nie wiem. - poprawił mnie.
- Jeśli ona tego nie odwzajemnia, może mi walnąć w twarz i wyjechać natychmiastowo.
- Nathan weź się w garść! Wydaje mi się że rozmawiam zupełnie z kimś inny. Jesteś pewny że z tobą wszystko w porządku ? Niedawno jeszcze chciałeś ją zaliczyć i nie dałeś jej żyć, zresztą niedawno każda która ci się spodobała lądowała u ciebie w łóżku...A teraz się boisz ?
- Nie rozmawiajmy o tym, to zamknięty temat. - poprosiłem.
- Zdałeś sobie sprawę że dziewczyny to nie zabawki? - wyśmiał mnie.
- Koniec tej bezsensownej rozmowy, nie mam czasu.
- No nie obrażaj się. Chcę ci tylko powiedzieć, że powinieneś walczyć o nią a nie pozwolić na to by odeszła. W końcu nazywasz się Nathan Sykes.
- To nie takie łatwe, ale masz rację muszę coś z tym zrobić - odpowiedziałem wracając do dziewczyny - Trzymaj się na razie. - rozłączyłem się i schowałem telefon w kieszeni spodni.
- Który ?- spytała Ariana.
- Jay... ahhh ani chwili spokoju. Idziemy ?- chwyciłem jej dłoń i wyruszyłem w drogę, po chwili doszliśmy do miejsca, przy którym było już wiele osób, wśród nich zobaczyłem swoich znajomych, którzy niestety zauważyli też i mnie.
- Amy musi się wściekać, zostawiłeś ją dla jakiejś innej - zaśmiał się jeden z moich kumpli.
- To moja przyjaciółka - dziewczyna puściła mnie, a ja podszedłem do nich bliżej i przywitałem się z każdym uściskiem dłoni.
- O kochanie - Amy rzuciła się na mnie wpijając się w moje usta - Hej - fałszywie uśmiechnęła się do Ariany.
- Hej - ta jej odpowiedziała.
Tak bardzo chciałem jej wygarnąć i zerwać z nią, ale wiedziałem że nie mogłem zrobić tego w tej sytuacji, nie teraz gdy była z Jessicą.
Spojrzałem się na na wszystkich wkoło szukając mojej siostry, gdy natknąłem się na nią, spostrzegłem że i ta się na mnie patrzy. Skarciłem ją wzrokiem.... nadal nie podobało mi się to jak jest ubrana. Ta nic sobie nie robiąc ze mnie zawołała Amy i obie zniknęły.
- Stary nieźle nieźle, to jedna z twoich fanek ? Pewnie mając ich tyle możesz spać dziennie z inną.
- To moja przyjaciółka i nie sypiam z fankami.
- Nie wierze, to nie ten Nath co kiedyś. Jakoś trudno mi wpoić sobie że jesteś teraz porządny.
- Po prostu nie chcę mieszać The Wanted ze swoimi potrzebami - zaśmiałem się by rozluźnić atmosferę, chociaż było mi trudno wyluzować, wiedząc że Ariana słucha tego wszystkiego  - A co tam u was słychać ? - zmieniłem temat
- Jakoś leci, ostatnio nie wiem czemu tak szybko.
- Jak jesteś ciągle na prochach to się nie dziw- wtrąciła się jakaś dziewczyna.
 - Maya idź do dziewczyn - rozkazał - Dobra dupa  nie?  - spytał nie czekając na odpowiedź - musiałem sobie jakąś załatwić na tę noc, bo po koncercie idziemy do mnie, wbijesz ?
- Raczej nie ale dziękuję za zaproszenie
- Mam nadzieje że jednak się skusisz. Dobra chłopaki dawajcie te fajki i wchodzimy. Na razie - powiedział i wszyscy odeszli.
- My chyba też już wejdziemy do środka co ? - zwróciłem się do dziewczyny
- Okej, oj poczekaj mój telefon - wyjęła go z torebki i spojrzała na ekran - to Austin, muszę do niego zadzwonić - spojrzała przepraszająco i odeszła na bok.
Już myślałem że zostanę chwilę sam, ale moja dziewczyna przyczepiła się do mnie i zaczęła się kleić.

Oczami Ariany


- Austin dawno nie rozmawialiśmy - ucieszyłam się.
- Cześć mała, co tam ?
- Lepiej powiedz co u ciebie ? Jestem ciekawa.
- U mnie bywało lepiej, przed chwilą Katy ze mną zerwała.
- Co ? Czemu ? I czy ty w ogóle z nią byłeś?
- Byliśmy razem przez kilka dni, ale skończyliśmy, bo ona zdała sobie sprawę że ja kocham kogoś innego, ale nie rozmawiajmy o tym, lepiej powiedz co tam u ciebie...
- Okej, właśnie idę na koncert z Nathan'em, jego dziewczyną i siostrą.
- On ma dziewczynę?
- Niestety  - spojrzałam w stronę Sykes'a i od razu zrobiło mi się jakoś przykro patrząc na to jak się z nią liże.
- Niestety ?
- Oj Austin... chciałabym żebyś tu był...
- Co jest ?
- Nie mam pracy, pokłóciłam się z Michelle i zakochałam w Nathan'ie - wyznałam cicho.
- Co?
- No właśnie.... to nie ma sensu.... jak widzę Amy przy nim to mam ochotę ją zabić.... nie potrafię znieść zazdrości - rozkleiłam się.
- Hej mała nie płacz - poprosił.
- To nie takie proste.... Ja go kocham.
- Wiem co czujesz....
- Co masz na myśli? - nie zrozumiałam.
- Kocham pewną osobę od bardzo dawna, ale nie mogę jej o ty powiedzieć.- wyznał.
- Kogo ?
- Nie spodobałaby ci się moja odpowiedzieć.
- Austin.
- Nie było tematu.
- Nie, powiedz - rozkazałam.
- Ale nie chcesz o tym wiedzieć...- zapewnił - Wracając do ciebie, powinnaś jakoś się trzymać i być może przestać się za nim uganiać, bo z tego co słyszę teraz tylko to robisz...
- Austin...
- Ariana ! Taka jest prawda, gnojek ma cię gdzieś, ma dziewczynę a ty sobie nie odpuszczasz. Może powinnaś zwrócić uwagę na kogoś kto cie kocha... nawet znam taką osobę... Ariana to o ciebie mi chodziło. K-O-C-H-A-M-C-I-Ę !
- CO ? - spytałam i się rozłączyłam pod wpływem nadmiaru emocji.
Schowałam telefon i otarłam pojedyncze łzy, które wyleciały mi z oczu na myśl o Nathanie, będąc dalej w szoku tym co powiedział mi mój przyjaciel musiałam dojść do siebie.
Czyli że on kocha mnie, a ja kocham Nathan'a.... to nie ma sensu..... do tego ja nie odwzajemniam jego uczuć, a Nath ma dziewczynę.... co teraz mam zrobić ? Co o tym wszystkim myśleć ?
Mimo że nie mogłam tego zrozumieć, tak strasznie się czuję wobec Austina , mógł mi to wcześniej powiedzieć, zanim zakochałam się w Sykes'ie... może wszytko potoczyłoby się inaczej...
Gdy już zaczęłam iść w stronę chłopaka i dziewczyn dostałam wiadomość. Wyjęłam ponownie telefon i przeczytałam ją.

" Nie powinienem ci tego mówić, ale nie potrafię tego kryć i słuchać jak mówisz mi o tym dupku... wybacz mi i nie przejmuj się mną, nie mogę cię zmusić ani prosić o to byś mnie kochała... ale ja zawszę będę na ciebie czekał, nawet jeśli podejmiesz decyzję, że chcesz być z nim. "

Po tekście jaki zobaczyłam na nowo wzbudziła się we mnie fala nowych emocji.
- Nathan - podeszłam blisko niego i poprosiłam by weszli beze mnie.- Ja zaraz dołączę, nie bój się, po prostu muszę coś przemyśleć.
- Jak chcesz mogę z tobą zostać. - zaproponował.
- Nie ! Idź, nie będę ci psuła zabawy.
- Ale to dla... - przerwałam mu
- Idź - powiedziałam bardziej stanowczo
- Jak chcesz, ale dołącz do nas szybko.- poprosił
- Jasne... - odeszłam na bok i obserwowałam jak szczęśliwi wchodzą do środka. Widok jak Amy wiesza się na nim.... zakuło mnie w sercu... coś we mnie pękło...
Tak wiem, powinnam być silna...Nathan się tylko mną bawi... Austin ma rację...- kucnęłam i rozkleiłam się po raz kolejny - Nie interesuję Nathana... jestem tylko jego problemem... on ma dziewczynę.... Pewnie cieszyłby się bardziej gdyby mnie tu nie było, gdybym im nie przeszkadzała...
Zaś nie chcę wracać, bo coś mnie tu trzyma... tak Nathan...może i jestem samolubna.... ale nie chcę być przez niego odrzucona. Z drugiej strony najlepiej byłoby wrócić do domu i dać szansę Austinowi... może potrafiłabym spojrzeć na niego inaczej niż na przyjaciela... i pokochać go jako chłopaka a nie brata. A szczególnie zapomnieć o Sykes'ie. To wszytko mnie boli... nie wiem co mam robić... czy powinnam tam wrócić czy pójść po walizkę i się ulotnić. - wzięłam do ręki telefon i ponownie przeczytałam wiadomość od mojego przyjaciela - To wszytko mnie przerasta, znalazłam się w jakimś głupim labiryncie i nie wiem jak z niego wybrnąć - pod wpływem emocji rzuciłam telefonem tak że uderzył o ziemię, po chwili zdając sobie sprawę z tego czynu rozpłakałam się bardziej i podeszłam do niego. Przez przypadek telefon wybrał numer i byłam w trakcie połączenia z Max'em.
- Halo ?! Co się dzieje ? Ariana jesteś tam ? - usłyszałam jego niespokojny głos.
- Przepraszam.... to przez przypadek. - załkałam
- Ty płaczesz ? - zauważył.
- Nie.. ja tylko... nie...
- Co się dzieje ? - spytał z troską jak zawsze gdy ze mną rozmawiał.
Dzięki temu poczułam że mogę mu wszystko powiedzieć, w nim zawsze miałam oparcie i 100% pewność że mnie wysłucha.
- Nie wiem co mam robić... Max pomóż mi... co mam wybrać.
- Spokojnie, opowiedz wszytko po kolei - zachęcił.
Zrobiłam to i powiedziałam wszystko ze szczegółami.
-... Najgorsze że Austin jest moim przyjacielem... a Nathan nic do mnie nie czuje... on ma przecież dziewczynę i nie oszczędzają mi widoku ich szczęścia.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć... ja... jutro z Mich do ciebie  przyjedziemy... a teraz jeśli to możliwe wróć do nich i spróbuj się dobrze bawić... zapomnij o problemach... a później rozwiążemy je wspólnie. Obiecuję że pomogę ci ze wszystkim z czym będę się mógł uporać.
- Dziękuję.
- Nie płacz już... a gdybyś miałami coś jeszcze do powiedzenia śmiało dzwoń, nawet w środku nocy.
- Jesteś kochany Max.
- A ty dla mnie ważna. Trzymaj się.
- Paa - rozłączyłam się.
Uspokojona i w o wiele lepszym nastroju, poprawiłam wygląd w ekranie telefonu - jakie szczęście że miałam na sobie wodoodporny makijaż-  i wybrałam się do reszty.











Przepraszam za to, że tak długo czekaliście :<< Ale mam wytłumaczenie : Byłam u babci.
A tam niestety nie mogłam pisać, bo zawsze ktoś patrzał mi się na ręce -.-
Więc jeszcze raz przepraszam i w zamian za to postaram się napisać kolejny jak najszybciej.
I mam nadzieję że i pod tym rozdziałem będzie tyle komentarzy jak i w poprzednim :D

Ps. Dziękuję za te wszystkie komentarze i z poprzedniego postu i z całego bloga <3  Jesteście kochani :**

Do następnego :*

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 57

" Musi się przyzwyczaić że już nie jesteś małą dziewczynką "



Oczami Nathan'a


- I jak ci się podoba dom ? - zadałem pytanie gdy nastała chwila ciszy między nami.
- Najładniejszy jest ten pokój. - spojrzała na mnie.
- Bo mój - zaśmiałem się. - Uwielbiam tu pisać piosenki - po chwili dodałem. 
Nastała cisza. Dziewczyna przyglądała się dokładnie każdemu kątowi pomieszczenia. 
- Jesteś jakaś inna, nieobecna. - zarzuciłem jej.
- Ja ? - upewniła się.
- Tak. Taka spokojna. Za spokojna.- na moje słowa dziewczyna cicho się zaśmiała.
- Po prostu dziwnie się czuję - odpowiedziała podchodząc do szafki ze zdjęciami i pamiątkami.
- Przepraszam za Amy - wyszeptałem, domyślając się co jest na rzeczy. 
Moja dziewczyna nie zbyt dobrze ją potraktowała. Widziałem w jej oczach iskry. Widać nie polubiła Ariany,  co zresztą i ta odwzajemniła, chociaż tego nie pokazuje. Tak strasznie namieszałem, gdybym zerwał z nią pewnie odczepiła by się nawet od Jess i teraz by jej tu nie było. Zresztą coś mi nie gra z nią i moją siostrą. Coś musi być. Amy podejrzanie się zachowuje. Chcę coś ukryć.
- Z kim jesteś na tym zdjęciu ? - wyrwano mnie z zamyślenia.
- Z mamą i tatą, a ta w wózku to Jessica. - uśmiechnąłem się patrząc na te zdjęcie.
Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi. Wszyscy, razem... z tatą. 
- Chodźmy do dziewczyn.- zaproponowałem zanim rozczuliłem się nad starymi czasami, a jest co wspominać....
- Okej - odłożyła ramkę z fotografią i ruszyła za mną. 
- Amy! Jess ! - zapukałem do drzwi - Jesteście tam ? - zajrzałem do pokoju mojej siostry.
Obie już tam były.
- Chodź Ari. - zaprosiłem ją. - Cześć Jess - podszedłem do siedzącej dziewczyny.
Przytuliłem ją mocno jak zawsze - Stęskniłem się - przyznałem.
- Ja też - zaśmiała się. 
- Co cię tak bawi ? - zdziwiłem się jej reakcją. 
- Zmężniałeś - wybuchła śmiechem.- Jesteś taki doroślejszy.
 Na jej słowa i się rozchmurzyłem. 
- Nathan możecie już wyjść ? - wtrąciła się Amy - obiecałam twojej mamie, że Jessica się nauczy, zanim wyjdzie, a chciałybyśmy już pójść, więc daj jej się uczyć. Nie mamy wieczności - wygoniła nas.
- Amy ! Chciałbym pogadać z nią chwilkę, dawno się nie widzieliśmy. - Złapałem ją za ramiona.
- Kotku - pocałowała mnie - macie jeszcze czas na pogawędki, ale nie teraz, bo jak tego nie wkuje nie pójdziemy na koncert.
- Jaki koncert ? A mama o nim wie ? 
- Nie i wydaje mi się że się nie dowie, prawda kochanie ? - spytała ponownie złączając nasze usta - Jeśli chcesz... chcecie - poprawiła się patrząc na dziewczynę stojącą za mną - możecie pójść z nami. 
- Tak z chęcią przypilnuję moją siostrę - warknąłem i się odwróciłem do Ariany - Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko temu żebyśmy wyszli dziś wieczorem ?
- Nie, będzie fajnie - posłała mi uśmiech. 
- W takim razie wychodzimy o 20 - powiedziała Amy i wypchnęła nas za drzwi.
Zeszliśmy na dół i w parowałem do kuchni.
- Mamo od kiedy Jess zadaje się z Amy ?
- Od twojego ostatniego pobytu. - przypomniała mi.
- I tobie to nie przeszkadza ? - zdziwiłem się, przypominając sobie sytuację z ciążą mojej siostry.
- Na początku miała zakaz, ale Amy to mimo wszystko dobra dziewczyna i pomogła mojej kochanej córeczce przejść przez ciężkie chwile - westchnęła -  zwłaszcza że w mieście plotki szybko się rozchodzą - spojrzała znacząco na mnie.
- Amy dobra ? - prychnąłem.
- Czyżbyś wiedział coś czego nie wiem ? - zachichotała - Nathan, kochanie przecież wiem, ze skoro jesteście razem to jej ufasz i ja też mogę to zrobić.
- Wydaje mi się że są pewne osoby którym nie wolno zaufać na 100% nawet jeśli jest kimś w miarę bliskim. Amy nią właśnie jest.
- Co chcesz przez to powiedzieć.
- To że mimo jesteśmy razem, ona nie jest odpowiednim towarzystwem dla Jess.
- Ale skoro Jessica ją lubi i ja nie mam żądnych zastrzeżeń to czemu nie ? Nathan ona tu jest dzień w dzień, poznałam ją.
- Taaaaa..... Widzę że to nie ma sensu. Pójdziemy się rozpakować.
Gdy znaleźliśmy się w moim pokoju nie kryłem złości. Musiałem się na czymś wyżyć a pierwszą rzeczą jaką miałem pod ręką okazała się poduszka.
- To wszystko jest bez sensu - warknąłem.

Oczami Ariany


Nathan wpadł w szał. Przykro mi było patrzeć jak to wszystko przeżywa, ale  też nie trudno zrozumieć dlaczego. On kocha swoją siostrę, to widać. Gdyby to Meg miała złe towarzystwo też bym chciała ją z niego wyciągnąć. Tylko czemu on boi się o nią, skoro zna Amy. Są przecież blisko... są razem....
- To wszystko jest bez sensu - nagle Nathan usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach.
Czym prędzej zajęłam miejsce obok niego i przytuliłam go.
- Nath to nie koniec świata, wszystko jeszcze da się zmienić.
- Nie póki ona tu mieszka, z dala ode mnie, podczas gdy ja jestem w pracy.
- W pracy ? - zdziwił mnie jego dobór słów.
On nigdy nie traktował, ani nie myślał o The Wanted jako o pracy. Zawsze mówił że robi to co kocha... że to jego życie.
- Inaczej tego nie mogę nazwać. Przez zespół nie mogę nawet być z rodziną. - kolejny napad wściekłości z jego strony.
Tym razem nie wstał, tylko walnął pięścią w łóżko.
- Nathan... uwierz mi że rozumiem co czujesz, ale nie możesz się z tego powodu załamywać. Reszcie też jest trudno, jeździcie tylko w piątkę.... też nie mają koło siebie rodziny. Ale możecie to zmienić, nie mówię że wszędzie macie jeździć z bliskimi, ale możecie robić sobie wakacje częściej.
- Jak ?
- No tak że i wy możecie ustalać dużo rzeczy. A ja też nie mówię o miesięcznych wakacjach. Wystarczy tydzień, czy nawet weekend, zamiast chodzenia po klubach, wyjechać gdzieś z rodziną.


Oczami Nathan'a
Później ( około godziny 19.30 )


- Mamo pyszna kolacja, ale my będziemy się już zbierać. - wstałem od stołu wskazując ręką na dziewczynę by również to zrobiła.
- Jak to zbierać ? Myślałam że przyjechaliście na dużej - zaczęła panikować.
- Bo przyjechaliśmy- zaśmiałem się z jej przerażonej miny-  Chciałbym zabrać Arianę na koncert, bo dzisiaj gra tu jakiś zespół. - wyjaśniłem a ona tylko pokiwała głową.
- To o której wrócicie ? - zapytała z troską
- Jak się skończy, możliwe że w środku nocy, ale nie martw się mam klucze i przy sobie Arianę więc nic mi się nie stanie.
- A co ja mam do twojego bezpieczeństwa ? - zaśmiała się dziewczyna.
- To że jesteś odpowiedzialna.
Odeszliśmy od stołu i poszliśmy do mojego pokoju. Zacząłem grzebać w szafce by znaleźć jakieś odpowiednie ubrania.
- W czym idziesz ? - przerwała moje poszukiwania dziewczyna.
- Nie mam pojęcia ale pewnie coś się znajdzie,  a co  ?
- Bo ja kompletnie nie wiem w czym pójść.
- Hej wszystkim - wleciała do pomieszczenia Amy i Jess w pełnej gotowości na imprezę - Ariana masz jakiś top żeby szło nałożyć na ten krótki- wskazała na Jessice -  bo jej mama się domyśli gdzie się wybieramy.
- Jak ty wyglądasz ? - spojrzałem na siostrę.
Miała na sobie krótkie spodenki i bluzkę, a na to narzuconą skórzaną kurtkę i bardzo wysokie buty.
- Normalnie ? - spytała odpowiadając na moje pytanie.
- Wygląda świetnie - pochwaliła Amy, która była ubrana w  bardzo podobny sposób, tylko różniły się kolorami,chociaż i te różnice były niewielkie.(klik)
- Jess idź się przebierz - rozkazałem, kolejny raz w tym dniu psując sobie nastrój.
- Nie - odpowiedziała krótko ale stanowczo.
- Wszyscy będą tam podobnie ubrani, więc nie wiem, czemu się wściekasz. Pewnie nawet ta twoja Ariana, będzie jakoś wyglądać,  a ty chcesz wpakować swoją siostrę w strój w którym chodzą jakieś stare babcie ? Ona jest młoda i ma piękne ciało, niech się go nie wstydzi.
- Zbyt młoda. - warknąłem
- Jestem prawie dorosła. - dodała dumnie.
- Prawie...- poprawiłem ją.
- Nathan nie rób scen. Wiesz że ona pójdzie w czym chce - Amy zaczęła ją bronić.
- Albo nie pójdzie wcale - zagroziłem.
- Masz jakiś top, który jest w miarę normalny ? - zignorowała mnie i podeszła do Ariany.
- Trzymaj - ta podała jej jakąś niebieską bluzkę.
- Może być, dzięki. - obejrzała ją - Jessica idź ją załóż i na to te luźne spodenki i zmień buty - rozkazała.
Moja siostra posłusznie spełniła to co jej powiedziała i opuściła pokój.
- W czym ty idziesz ? - spojrzała na dziewczynę.
- Jeszcze nie wiem - odpowiedziała.
- Mogę ci pomóc w wybraniu czegoś. - zaproponowała się.
- Nie trzeba - odpowiedziała jej miło, zbyt miło według niej. Powinna na nią naskoczyć, może wtedy coś by do niej dotarło.
Ta puściła to mimo uszu i zaczęła grzebać razem z nią w jej szafce.
- Mam pomysł - podała jej do ręki coś - mam tutaj taką super spódnice. Jest u Jess w pokoju. Zaraz ci ją przyniosę, na pewno się w nią wciśniesz. Ona jest czarna w białe krzyże. Poszukaj jakiś butów za ten czas.
- Aha - skomentowałem gdy opuściła pokój. - Co jej odbiło, że chce pomagać ?
- Nie wiem - zaśmiała się Ariana.- Może nie jest taka zła ? - zasugerowała.
- W to nie uwierzę. Idę się przebrać i zrobić coś z włosami - mówiąc to przeczesałem je dłonią i wyszedłem.

Oczami Amy


- O mam - wyciągnęłam z dna szafy moją torbę z ubraniami - I jest - wyjęłam z niej to po co przyszłam.
- Jest ładna. - pochwaliła Jessica patrząc na cudeńko które obiecałam pożyczyć koleżance Nath'a..
- Wyglądasz w tym idiotycznie - zaśmiałam się patrząc na jej specjalny zestaw ubrań. - Dobrze że będziesz mogła ściągnąć te spodenki i te buty jak wyjdziemy.
- A co z makijażem ?
- Weź kosmetyczkę, jest w pełnej gotowości. Pomalujemy się na ulicy. Ja też będę musiała sobie zrobić mocniejszy potem, bo twoja mama jak dowiedziała się że Nath idzie na koncert, może się domyślić że i my coś takiego planujemy.
- Jasne. Ej czemu pomagasz Arianie ? - zdziwiła się.
- Nie lubię jej, ale twoja mama najwidoczniej tak... no i Nathan. Nie jest mu obojętna.
- Dlatego też musisz się podlizywać ? - zakpiła.
- Zrobię wszystko żeby zatrzymać go przy sobie, a ona jak widać jest o niego zazdrosna. Pobawię się nią trochę.
- Ale nie przesadź okej ? - poprosiła.
- Ty też ją lubisz?  - zajęczałam.
- Nie chcę skrzywdzić mojego brata. - wyjaśniła.
- Już to robisz, nie słuchając go. Ale to dobrze. Musi się przyzwyczaić że już nie jesteś małą dziewczynką. Ja idę - wstałam z ziemi z ubraniem -  Zaraz wychodzimy. Daj mi tylko tą sukienkę, narzucę ją na siebie, żeby nie było.
- Łap - rzuciła mi ją prosto w ręce.




Wiem głupie, nudne i bezsensowne, ale nie potrafiłam niczego napisać, a to co tu widzicie to przymusowo pisane na szybko ;///
Zawiodłam was, dlatego przepraszam i postara się napisać kolejny szybciej, ale jak tu będzie przynajmniej 15 komentarzy. Zgoda ?
W takim razie do następnego rozdziału :D

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 56

" Będziesz martwa " 


Oczami Nathan'a


Reszta podróży minęła miło, zresztą jak każda spędzona chwila z nią. Taa.... zachowuje się jak zakochany palant, ale co ja na co poradzę ? 
Gdy dojechaliśmy na stację, wysiedliśmy i złapałem obie walizki do ręki.
- Jesteś pewien że dasz radę sobie z dwoma. Dziś już pokazałeś, że nie ważą tyle ile piórko.
- Masz zamiar się ze mnie śmiać ? - warknąłem.
- Nie, ale... no dobra poddaje się.... jak chcesz to się z nimi męcz.
- Dziękuję za danie mi szansy - zaśmiałem się i ruszyłem w drogę. 
Dziewczyna po chwili dołączyła do mnie, a nawet mnie wyprzedziła.
- Pamiętasz drogę ? - zdziwiłem się.
- Mam niezawodną pamięć - pokazała swoje śliczne ząbki uśmiechając się.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że jesteś tu ze mną. 
- A ja się cieszę że mogę ci towarzyszyć.
- Naprawdę ? 
- Nie na niby - odpowiedziała sarkastycznie.
- Za tym znakiem skręcamy. - oznajmiłem wskazując na obiekt.
- Wiem. - powiedziała dumnie. 
Ona jest cudowna. Jest jedyna w swoim rodzaju. Po prostu nie mogę o niej przestać myśleć. Nawet jeśli mielibyśmy być jedynie przyjaciółmi,nie opuszczę jej i nie pozwolę odejść. 

Oczami Ariany


- Już jesteśmy - chłopak poinformował mnie, wyrywając tym samym z zamyślenia. 
Nim weszłam za nim na podwórko przyjrzałam się dokładnie budynkowi. Tak to tu byłam ostatnio i tak samo boje się tam wejść.... chociaż sama nie wiem czemu.... chyba nawet zupełnie bez powodu... albo dlatego że nie przywitano mnie tu ostatnio najlepiej, oczywiście chodzi o Nathan'a.

- Nathan ! - krzyknęła - Nathan szybko zejdź na dół !
- Idę - usłyszałam znany mi głos, a po chwili zobaczyłam go.
Zatrzymał się na schodach i dalej już nie szedł.
- Ariana ? - zdziwił się.
- Musimy porozmawiać - powiedziałam.
- Nie mamy o czym


- Ariana ! Nie, nie pojadę tam - odwrócił się w moją stronę i spojrzał mi w oczy.- Przyjechałaś tu na daremno - załapał mknie za ramiona - możesz już iść.

- Nie! Nie wrócę bez ciebie.

Tak to nie była przyjemna rozmowa, on jest zbyt uparty, a wtedy pokazał to w 100%. Ale cieszę się że się nie poddałam i udało mi się go wyciągnąć stąd. To jedna rzecz której nigdy, przenigdy nie będę żałować. Wtedy jak i teraz zrobiłabym wszystko żeby ich zespół się nie rozpadł.
- Idziesz ? - znów wyrwano mnie z rozmyśleń i znów dzięki Nathan'owi.
Ruszyłam do niego. Chłopak zastukał w drewniane drzwi. Po kilku sekundach otworzono je. Wyszła zza nich ta sama kobieta, która otworzyła mi poprzednio.

- Pani Sykes ? - spytałam.
- Tak, a o co chodzi ?
- Ja do pani syna.
- A jeśli można wiedzieć kim jesteś ? - dążyła.
- Jestem Ariana i w skrócie mówiąc przyjechałam po niego.
- Jak to przyjechałaś po niego ?- zdziwiła się.

- Nathan ? Co tu tu robisz ? - zdziwiła się.
- Oj mamo, to przecież nic nowego - zaśmiał się i przytulił ją.
Pani Karen wycałowała go i wyściskała z tęsknoty.
- Wystarczy już - zawstydzony Nath zakończył proces powitalny z nią oddając jej całusa w policzek.
- Mamo to jest Ariana, ale wy się już przecież znacie.
- Dzień Dobry - wyciągnęłam rękę przed siebie.
- Witaj słonko - ku mojemu zdziwieniu pani Karen zamiast uścisnąć moją dłoń przytuliła mnie.- Wejdźcie - zaprosiła nas do środka.
- Josh - Nathan z otwartymi ramionami podszedł do zdziwionego reakcją mężczyzny.
- Dzień dobry - i ja również przywitałam się z ojczymem Sykes'a.
- Miło was widzieć, ale czemu nie powiedzieliście że przyjedziecie ?
- Zaproponowałem Arianie że pokaże jej tą okolice, no i chciałem wam zrobić niespodziankę.
- Która ci się udała. - zaśmiała się mama Nathan'a.
- Nath - ktoś zawołał, a po chwili zbiegła jakaś dziewczyna i wskoczyła na niego. Oplotła jego talię nogami i wpiła się w jego usta. - Co ty tu robisz?  - spytała gdy już stanęła obok niego.
- Chwilowo stoję - zażartował. - A ty co tu robisz Amy ?
- Przyszłam do Jess.
Amy ? To jest Amy ? Mogłam się domyślić gdy go pocałowała... tak jak się spodziewałam jest niczego sobie. Szczupła, zgrabna, z ciemną karnacją i długimi czarnymi włosami. Nie dziwię się że podoba się Nathan'owi. Gdybym była chłopakiem też pewnie bym się nią zachwycała, ale jako dziewczyna mogę jej zazdrościć jedynie urody i tego że nie wstydzi się swojego ciała, co pokazała ubierając się (klik (ciemnymi włosami)).
- Więc poznajcie się. Amy to Ariana, Ari to Amy - przedstawił nas sobie.
Jako pierwsza wyciągnęłam rękę do niej, a ta z obrzydzeniem na twarzy, choćby dotykała nie wiadomo jakiego menela, dotknęła ją delikatnie.
- Miło mi - posłałam jej uśmiech, nie dając pozorów że już za nią nie przepadam.
- Taaa... - wysyczała cicho - Mi również - poprawiła się, spoglądając na mamę i ojczyma swojego chłopaka.
- Mamo pójdę zanieść walizki do mojego pokoju, żeby ci tu nie przeszkadzały i przy okazji przywitam siĘ z Jessicą. - wytłumaczył i podniósł torby - Ariana chodź ze mną.
- Dobrze - grzeczni odpowiedziałam i ruszyłam za nim.
- Może chodźmy pierw do Jess. - zaproponował gdy wspięliśmy się na schody.
- Nie ! - krzyknęła Amy wyprzedzając nas. - Wydaje mi się że lepiej będzie jak pokażesz pierw dom swojej koleżance.- zagrodziła wejście do pokoju.
- Nie wygłupiaj się Amy.
- Kotku - zatrzymała go, złączając swoje usta z jego.
- Co ty  kombinujesz ? - spojrzał na nią podejrzliwie.
- Ja nic - poddała się i wpuściła go do środka.

Oczami Amy


- Nie ma tam jej. - powiedział wychodząc z pokoju.
Ufff.....
- Pewnie jest w łazience. Pójdę zobaczyć do niej i jej powiedzieć że jesteś, a ty zanieś walizki i oprowadź ją po domu tak jak mówiłam.
- No dobrze - odpowiedział.
Czym prędzej ruszyłam do pomieszczenia w którym przypuszczalnie znajduje się Jessica.
- Jess jesteś tam ? Wpuść mnie to ja Amy!
W zamian usłyszałam śmiech a później drzwi się uchyliły.
Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi, by nikt nie wszedł i nie zobaczył jej w takim stanie.
- Co z tobą ? Nathan przyjechał. - powiedziałam na wejściu.
- Słyszałam - wybuchła śmiechem.
- Zamknij się, on już coś podejrzewa. - próbowałam ja uspokoić - Amy myśl, co tu robi. Kurwa co robić?
Boże... mógł powiedzieć że przyjedzie, przynajmniej wtedy bym nic jej nie dawała, byłoby ładnie i porządnie, nie domyśliłby się w ' jakim towarzystwie' przebywa jego siostra.
- Wszystkie kolory tęczy - zaśmiała się kręcąc w koło.
- Zamknij się - przewróciłam ją na ziemie, tak by usiadła pod ścianą i zatkałam jej usta swoją dłoniom.- Wiesz że nie mogą cię zobaczyć w takim stanie ? Twoja mama by mnie zabiła a Nathan zaraz po niej.... Mamy poważny problem... Ta tabletka nie powinna tak działać, ja tylko mam lepszy humor, a  ty tu widzisz jakieś rzeczy i się śmiejesz jak debil. Wiem - uderzyłam ją w twarz.
- Za co to było - i kolejny napad śmiechu z jej strony - to bolało - powiedziała mając dalej banana na twarzy - ty też powinnaś wziąć tą tabletkę, nie byłabyś taka..... sztywna.... hahahahahaha.....
- Bądź cicho i wstawaj, wiem co mi zawsze pomaga jak się naćpam.
Dałam jej rękę i próbowałam ją podnieść, ale ta po chwili znów upadła na ziemie. Wkurzona szarpnęłam ją jeszcze mocniej, przy czym udało mi się już ustawić dziewczynę w pozycji stojącej. Nachyliłam ją nad kranem i puściłam zimną wodę.
Oblałam jej czerwone policzki. Po paru wtórnych czynnościach udało mi się ja trochę przywrócić do normalności, tak by zaczęła chociaż trochę myśleć i rozumieć co się w okół niej dzieje.
- Okej a teraz wytrzyj się i idziesz do siebie do pokoju -podałam jej ręcznik. Dziewczyna przetarła twarz. - O fuck, leci ci krew z nosa.- zauważyłam -  Myślałam że przyzwyczaiłaś się już do tych wszystkich prochów, ale ty nadal jesteś słaba. - warknęłam wkurzona na jej okropny stan -  Apteczka, apteczka, pateczka - zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki w pomieszczeniu - Mam !  - zawołałam radośnie. - Chodź tu - zaczęłam robić różne rzeczy by przestała jej lecieć i po chwili udało mi się. Zmyłam z niej resztki krwi i wróciłyśmy do jej pokoju tak jak miałam to zaplanowanie.
- Amy, Jess ! - usłyszałam pukanie do drzwi
- Siedź tu i udawaj że czytasz książkę, nikt się nie może dowiedzieć, że cokolwiek brałaś, bo już nigdy mnie nie zobaczysz - zagroziłam rozbawionej dziewczynie -  już nigdy ty nikogo nie zobaczysz. - poprawiłam się -  Będziesz martwa.





Krótkie, głupie tak tak .... wiem.
Właściwie nie powinnam wgl dodać następnego ponieważ pod poprzednim tylko tyle komentarzy :CCC
Ale udało mi się napisać zanim dostanę karę za oceny :D Dlatego nie jest lepszy bo pisany na szybko :D
Tak mamusiu pozdrowienia do ciebie, bo pewnie na moim telefonie natkniesz się na ten blog..... Boże.....
No a co do rozdziału tak ja stwierdziła to moja koleżanka - wystąpiła tu - Zjarana Jess hahahahhah :D
Postaram się jak najszybciej dodać kolejny rozdział, np robiąc zadanie.
Hahahaha jeszcze nie mam kary a już planuje wchodzić na komputer xdd
Życzcie mi powodzenia, bo może być źle :DD
I do następnego i mam nadzieję że będzie więcej komentarzy niż przy poprzednim bo to tez wpływa na czas dodawania :D 

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 55

Zacznę od tego, iż postanowiłam wprowadzić małą-wielką zmianę. Mam nadzieję że mnie nie zabijecie, bo postanowiłam zmienić porę roku - z jesieni na wiosnę, a dokładniej z ponurego listopada na koniec ciepłego i radosnego maja.



" Prawdziwi fani nie odejdą "




Oczami Ariany


- Wstajemy - ktoś potrząsł mną delikatnie.
Po kilku sekundach wróciłam do świata żywych, wybudzona ze snu. Ktoś czyli Nathan powtórzył wcześniejszą czynność. Skąd wiedziałam że to on nie otwierając oczu ? Zawsze rozpoznam jego delikatne, ciepłe dłonie.  Powoli podniosłam powieki i zobaczyłam nad sobą uśmiechniętego od ucha do ucha chłopaka. Od razu i we mnie pojawiła się radość.
- Która godzina ? - spytałam widząc przyjemnie muskające moją twarz promienie słońca przemykające się przez otwarte na oścież okno.
- Po dziewiątej.
- Tak długo spałam ? - zdziwiona szybko podniosłam się do pozycji siedzącej, tak że przez przypadek stuknęłam się z Nathan'em nosami.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało -odpowiedział dalej nie zmieniając odległości.
 Patrzyliśmy sobie w oczy.  Niby zwykła część ciała człowieka, ale nie mogłam się napatrzeć na jego zielone tęczówki. Miałam taką ochotę objąć go i pocałować... tak bardzo chciałam to zrobić... Jedyne czego się podjęłam to skarcenia się w myślach, po czym spuściłam wzrok z niego. Chłopak złapał mnie za ręce i pocałował w policzek, a za raz po tym wyprostował się, tym samym podnoszą i mnie z łóżka.
- Pójdę do łazienki - przerwałam tą chwilę uciekając do innego pomieszczenia.

Oczami Nathan'a


Jestem głupi, mogłem pocałować ją w usta. Ta.... mogłem... Jednak coś mnie powstrzymało. Boję się ją stracić, nie chcę tego... A mogła mi strzelić w twarz i wyjść, wtedy bym jej nigdy nie przekonał do zostania tutaj, a przecież nie zamierzam się poddać. Zrobię wszystko, naprawdę wszytko żeby była przy mnie, a ja mógłbym być przy niej. Może zabrzmi to idiotycznie i banalnie, ale chcę sprawiać by była szczęśliwa i się uśmiechała, tak jak ona robi ze mną, samo patrzenie na nią sprawia że mam lepszy humor. Dla niej  mógłbym nawet zrezygnować z zespołu, a przecież śpiewanie było do tej pory jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu. Pomyśleć że tak je pokochałem mimo że nie chciałem tego robić bo się wszyscy ze mnie w szkole śmiali. I tak pewnie byłoby z Arianą. Pewnie ludzie by nam nie dali spokoju, a dziennikarze i inni zamieszani w to całe śledzenie naszych żyć, chcieli by zniszczyć nasz związek, ale nie obchodziłoby mnie to czy fanki ją akceptują czy nie. Ja ją kocham, to mój wybór.... niestety boję się że ona nie odwzajemnia uczucia. Zawsze kiedy jesteśmy blisko ona po chwili się odwraca lub po prostu mi ucieka. Jestem aż taki straszny ?  A może ona kogoś kocha ? Albo traktuje mnie TYLKO jako przyjaciela ? Nie myślałem że zwariuję kiedykolwiek dla dziewczyny. Po jednej zranionej miłości myślałem, ze już nikomu nie zaufam, a wtedy ona się pojawiła. Można powiedzieć że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, chociaż nawet sam przed sobą nie chciałem się do tego przyznać.
Wróciłem do rzeczywistości, nie chcąc już o tym myśleć. Poszedłem do salonu. Akurat wrócił Jay ze sklepu.
- Nath zrobisz śniadanie ? - zawołał z kuchni.
- A sam nie możesz ? - jęknąłem.
- Ale nie mam pomysłu.
- Zrób cokolwiek, byle tylko dało się zjeść.
Włączyłem sobie telewizor. Po dopaleniu ekranu zobaczyłem początek naszego teledysku, a po chwili rozbrzmiał się początek piosenki... i usłyszałem swój głos. Piosenka jaka leciała zwała się Warzone.
Pierwsze o czym pomyślałem to że wyglądam tam okropnie, ale po chwili nasunęło mi się na głowę coś zupełnie innego. Pisząc tę piosenkę obiecałem sobie że zapomnę o tym co się stało i nie zakocham się już. Będę traktował dziewczyny tak jak Amy potraktowała mnie. Będę się nimi bawił, zaliczał je po kolei i ranił tak jak mnie zraniono. I tak było.... niestety i Ariana była moim celem. Chciałem jedynie ją wykorzystać. A co gorsza wróciłem Amy od której to się zaczęło. Ona mnie zraniła i pewnie teraz znów zdradza mnie  z każdym kto wpadnie jej w oko. Powinienem z nią zerwać i to jak najszybciej. Ale pewnie jak przyjdzie co do czego to nie będę potrafił tego zrobić. Zanim pojawiła się Ariana miałem tyle odwagi  w sobie, byłem bezmyślny ale wszytko było jak trzeba, miałem to co chcę, a teraz przez nią myślę nad wszystkim co robię, co zrobiłem i co mogę zrobić.
- Nath no chodź mi pomóc bo nie wyrabiam - Jay zawołał.
Wstałem leniwie z kanapy i ruszyłem do kolegi w potrzebie.
Zrobiliśmy to co mieliśmy zrobić,  a między czasie dziewczyna dołączyła do nas i nam pomogła. Od dawna nie jadłem czegoś porządnego.
- Kiedy wrócicie ? - Jay zaczął temat naszej podróży.
- A bo co ? - rzuciłem.
- Bo musimy nagrać jakąś piosenkę no i mieliśmy ustalić trasę koncertową po UK.
- Nie wiem, chce spędzić trochę czasu z rodziną i wam też tak radzę, bo sława nie jest najważniejsza.
- Mi to odpowiada, ale naszemu menażerowi i innym z wytwórni się to nie spodoba.
- To nasze życie i my decydujemy co chcemy zrobić. A ja na pewno nie mam zamiaru stracić bliskich, nawet jeśli miałbym zawieść fanów.
- Ale gdyby nie oni nie było by nas.
- Prawdziwi fani nie odejdą bo przez jakiś czas nic nie będzie działo się wokół nas.
Chłopak nic mi nie odpowiedział w zamian.
Skończyliśmy jeść i pojechaliśmy do mojego mieszkania po rzeczy. Nie musieliśmy się pakować bo wszystko było w walizkach dalej w takim stanie jak je tu przywieźliśmy. Jedyne co zrobiliśmy,  to się oboje przebraliśmy.
-  Ariana taksówka już jest.- spojrzałem przez okno.
-  Chwila - krzyknęła i przybiegła z torbą.
Wziąłem obie walizki - moją i jej  i próbując zagrać silnego bohatera chciałem znieść je na dół.
- Pomogę ci - dziewczyna ciągle się oferowała.
- Dam rade.
- Ale one są ciężkie. Wezmę chociaż moją.
- Nie, poradzę sobie.
Gdy już zgramoliłem się, wsiedliśmy do taksówki, która podwiozła nas na stacje.Tam chwilę poczekaliśmy na pociąg. Gdy jednak już przyjechał zajęliśmy miejsce w pustym przedziale.

Oczami Ariany


- Co jest ? - Usłyszałam mruknięcie mojego towarzysza.
- Boję się - wyznałam, po chwili zdając sobie sprawę że nie musiał tego wiedzieć.
- Czego ?
- No własnie nie wiem. - Odpowiedziałam na co chłopak zaśmiał się.
Naprawdę nie wiem czemu jestem taka zestresowana. Poznałam już jego mamę i ojczyma. Z Jessicą też rozmawiałam. Chyba jedyną osobą o którą się boję jest Amy. Nie wiem jak będę miała się przy niej zachowywać. Nie wiem czy jest ładna, czy jest miła. Nie wiem czemu Nath z nią jest i nie wiem czy wytrzymam z zazdrości. Wiedziałam że chłopak będzie chciał drążyć dalej ten temat, więc szybko pomyślałam o czymś innym, byle tylko wymyślić coś innego.
- Wiesz co u Michelle ?
- Jest wszytko w porządku.- zamyślił się - Dzisiaj wraca do domu. - po kilku chwilach ciszy dodał.
- Max pewnie to przeżył.
- To dobrze, bo przynajmniej są znów razem.
- Naprawdę ? - nie uwierzyłam w jego słowa.
- Tak, on wybaczył jej zdradę a ona mu. No i oczywiście jak to Max powiedział przez telefon, nie wie jak mógł zwątpić w to że uda im się i że się kochają. Tak naprawdę nigdy nie przestali żywić do siebie tego uczucia, tylko po prostu przygasło przez zespół i jej prace.
- Szkoda że ja nie mogłam jej przeprosić.
- Przepraszam że cię do niej nie puściłem ale myślałem że tak będzie lepiej, a  naprawdę bardzo się  myliłem.
- Nic nie szkodzi. Miałeś rację, wszystko mogłoby się inaczej potoczyć, jakbym tam wparowała. Cieszę się że im się ułożyło.
- Ja też.





Taki tam wstęp przed przyjazdem do Gloucester. Wiem że jest bardzo nudny ale postaram się podkręcić akcję w następnym rozdziale. Niestety nie mam jeszcze na niego pomysłu ;CC
Wiem tylko co się stanie za kilka rozdziałów i mam juz plany na epilog :D
No ale półki co zostawiam ten rozdział wam :D
i DZIĘKUJĘ za te wszystkie komentarze z całego bloga i tyle wejść i za to że jesteście ze mną :D
Do następnego :))